Ostatnio w mediach bez przerwy mówi się o systemie edukacji. Niestety większość tylko ubolewa nad obecnym stanem, a nie szuka rozwiązań. Ostatnio główkowali u Tomasza Lisa w TVP, a dzisiaj przeczytałem artykuł, który również niewiele wnosi do tematu. Aż chce się zacytować panią Białowąs: słowa, słowa, słowa…
Pan profesor Mikołejko w wywiadzie dla WM.pl (ww. artykuł) twierdzi, że matura powinna być trudniejsza. Bzdura. Przecież nie chodzi o to, żeby dołować tych ludzi porażką. Trzeba zrobić tak, żeby przestali myśleć, że bez matury i studiów nie będą mogli godnie żyć. Czy jeśli piłkarze z naszej drużyny narodowej graliby w sześć osób, to czegokolwiek by się dzięki temu nauczyli? Nie. Bo co z tego, że mają trudniej?
Zostawmy temat matury, a zajmijmy się młodszymi uczniami, którzy uczęszczają do podstawówek i gimnazjów. Dlaczego szkoła nie zapewnia im kontaktu z doradcami zawodowymi, którzy opowiedzą im nieco o poszczególnych zawodach? Każdy z tych dzieciaków powinien przynajmniej raz w roku porozmawiać sam na sam z takim doradcą, który pomoże mu obrać kierunek, w którym ma się kształcić. Niech mu powie, jakie zawody cieszą się szczególnym powodzeniem i ile będzie mógł w przyszłości zarobić. Niech uświadomi mu, że do prowadzenia firmy nie są potrzebne studia. Doradcy zawodowi powinni spotykać się również, a może przede wszystkim, z rodzicami, którzy podświadomie żyją poprzednim systemem i myślą, że bez studiów można tylko kopać rowy.
W jednym z ostatnich odcinków Tomasza Lisa gościł pan Klesyk, prezes PZU, który niedawno popełnił artykuł, w którym ubolewa nad tym, że ma problemy ze znalezieniem odpowiedniej kadry. Twierdzi, obecny system edukacji w żaden sposób nie przygotowuje do życia. Gościem programu była również pani Kudrycka, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która zaczęła opowiadać, że uczelnie dostają mnóstwo dotacji, dzięki którym powstają koła naukowe pozwalające na prowadzenie badań i kształcenie się na niesamowitym poziomie, ale co z tego? Czy możliwość prowadzenia badań przygotowuje w jakiś sposób do życia? Przecież nie wszyscy studenci chcą pozostać na uczelni i kształcić się na doktorów czy profesorów.
Chcecie tworzyć doskonałych profesorów? Załóżcie w Polsce jedną uczelnię, która będzie zarezerwowana wyłącznie dla tych niesamowitych umysłów, które chcą prowadzić badania, ale w pozostałych uczcie życia!
Studiuję zarządzanie. Dlaczego publicznie występowałem może z cztery razy? Elokwencja i umiejętność prowadzenia dyskusji u absolwenta zarządzania powinna stać na wysokim poziomie. Dlaczego tak nie jest? Pojęcia nie mam.
Tekst nieco chaotyczny, ale pisałem w biegu. Mam nadzieję, że sens zostanie zrozumiany.
Nie wiem, czy wszyscy pamiętają te zamierzchłe czasy, kiedy to Pracechce.pl nie było blogiem a akcją, której celem było wsparcie mnie w poszukiwaniu wymarzonej pracy. Ze stuprocentową pewnością mogę rzec, iż wszystko skończyło się szczęśliwie.
Na początku stycznia ruszyła akcja promocyjna Pracechce.pl, która wywołała niesamowity szum w branży. W pierwszy weekend istnienia zanotowałem 15 000 odsłon, które pochodziły praktycznie tylko z Facebooka. Jestem prawie pewien, że 80% odwiedzających byli ludźmi zaangażowanymi w branżę reklamową, czyli idealnie wpisywali się w mój target. Kilka mediów zainteresowało się moim przedsięwzięciem, ale niestety nie wiem, czy cokolwiek pojawiło się w prasie i radiu. Na pewno rozmowy ze mną opublikowali: Michał Gąsior i Maciej Budzich. Wspominał o mnie również Maciej Maciejowski i Monika Loryńska.
Wyraźnie widać, że wiele się mówiło o Pracechce.pl. Niestety poza buzzem nie wynikło z tego nic szczególnego. Dostałem kilka ofert, które w większości kończyły się ciszą po drugiej stronie. Większość twierdziła, że nie znajdę niczego poza stażem. Zrobiłem błąd, ponieważ im uwierzyłem i praktycznie porzuciłem projekt. Wróciłem do Urzędu Skarbowego, ale nie na długo, ponieważ w sobotę przed świętami złapałem kontakt z moją aktualną szefową. Przed północą rozmawialiśmy o pracy, co wydaje się dość niewiarygodne, ale w dobie internetu wszystko jest możliwe. Mamy już podpisane umowy, a ja od wczoraj pracuję nad Warszawskimi Targami Reklamy dla Firm. Zarabiam sporo więcej niż przeciętny stażysta, tworzę bardzo samodzielne stanowisko i, tak jak chciałem, do ukończenia studiów pracuję w domu. A później? Później niech się dzieje, co chce.
Morał z tego taki, że nie można się poddawać i należy dążyć do osiągnięcia celu. Skoro studentowi z małego miasteczka na Mazurach udało się „wbić” do branży nie przechodząc przez tą chorą machinę stażów i praktyk, to uda się każdemu. I tego Wam życzę. DETERMINACJI.
PS. Jeśli ktoś chciałby porozmawiać o targach – media, potencjalni wystawcy i zwiedzający, to zachęcam do kontaktu.
Nadszedł piątek, co oznacza początek weekendu. Weekendu niezwykłego, ponieważ dłuższego o jeden dzień ze względu na Wielkanoc. Wykorzystajmy to! Dzisiaj chcę pokazać Ci, jak możesz śledzić moją aktywność na Pracechce.pl. Są dwie drogi, wybieraj.
Najbardziej liczę na Facebooka, który do tej pory jest najlepszym źródłem ruchu. Od stycznia prowadzę fanpage Pracechce.pl, do którego polubienia zachęcam każdego. Ciebie to nic nie kosztuje, a ja mogę wiele zyskać, ponieważ każda Twoja aktywność widoczna jest dla Twoich znajomych, którzy mogą zainteresować się blogiem.
Kolejnym źródłem informacji o nowych tekstach są RSSy, bez których nie wyobrażam sobie „internetowego życia”. Są dla mnie źródłem wielu informacji, bez nich nie mógłbym szybko dotrzeć do istotnych nowości. Jeśli kompletnie nie kojarzysz tego pojęcia, to warto się z nim zapoznać. Podpowiem tylko, że chodzi o Google Readera.
To chyba tyle. Aha! Można również subskrybować moje wpisy na Facebooku lub zaprosić mnie do znajomych. U siebie również zamieszczam linki – w pierwszej kolejności.
Przechodzimy do mniej oficjalnej wersji wpisu. Z okazji nadchodzących świąt chciałbym życzyć Ci wielu spokojnych chwil i szczęścia, które w życiu bez wątpienia jest najważniejsze. Nie kariera, nie praca, nie edukacja i nie pieniądze. Oczywiście te aspekty wpływają na poziom szczęścia, ale nie są decydującymi czynnikami. W ten weekend całkowicie odetnijmy się od codziennych, zwykłych zajęć i spędźmy te dni z rodziną. A jutro na święconkę, migusiem!
PS. Szukam pracy jako grafik.
PPS. W statystykach zauważyłem, że wiele osób powraca na blog, więc piszę prawdopodobnie całkiem mądrze. Chciałbym, żeby grono czytelników się powiększało, dlatego zachęcam do lajkowania wpisów i przekazywania informacji o Pracechce.pl znajomym. Zwykłe wrzucenie linka na swoje tablice bardzo mi pomaga. Z góry dzięki!
Około tydzień temu zamieściłem wpis o głównych grzechach polskiego systemu edukacji. Głos w dyskusji zabrała Karolina Sobieszek. Jej wypowiedź jest na tyle długa, że śmiało mogę podzielić ją na części i odpowiedzieć tutaj.
Ale ja o czym innym chciałam. A mianowicie, w punkcie trzecim, Radku, mówisz, że szkoła tłumi pasję. Myślę, że szkoła jest tylko po to, żeby uczyć. To nie jest całe życie. Owszem, sporo życia spędzamy w tej szkole, ale…
W liceum w tygodniu miałem sporo lekcji, z pewnością o kilkanaście za dużo. W domu pojawiałem się około godziny 15. Niektórzy z pewnością spędzali dużo czasu przy książkach, więc doliczmy kolejne godziny. Sumując wszystko okazuje się, że w szkole i na zajęciach związanych ze szkołą tracimy około 9 godzin dziennie.
Jeśli ktoś jest dobry w koszykówce, to czemu nie chodzi na zajęcia dodatkowe? Niekoniecznie w szkole, może np. trenować w jakimś lokalnym ośrodku sportu, gdzie na pewno zostanie zauważony i być może uda mu się zrobić karierę w koszykówce.
Zauważony? Przez kogo? Kto z ważnych person z branży sportowej przychodzi na zajęcia młodzików? Od dawna mówi się o złym stanie polskiej edukacji sportowej. Nie znam się, ale słyszałem o tym od kilku osób.
Jeśli taki John zostaje przyjęty na uniwersytet, gdzie ma studiować biologię i matematykę, słabo sobie z nimi radzi, to nauczyciele są zmuszeni wystawiać mu oceny dobre tylko po to, żeby wciąż uzupełniał uniwersytecką drużynę koszykówki. W rezultacie John zostaje magistrem/doktorem/kimśsuperważnymztytułu bez faktycznej wiedzy, za to z umiejętnościami sportowymi.
Strzelę, że 80% absolwentów wychodzi z uniwersytetu bez faktycznej wiedzy.
Czy trzeba ukończyć studia, żeby móc grać w lidze koszykówki? W ten sposób sprowadzamy studia do czegoś, co trzeba koniecznie ukończyć, bez względu na stan wiedzy.
Pewnie nie, ale gdyby to nieco ułatwiały, to byłoby dobrze.
Franek ma wolne weekendy. Może iść do lokalnego centrum sportowego i tam ćwiczyć. Może zrobi karierę, może nie – różnie to bywa. Ale pytanie jest takie, czy próbował? Tak samo, czy laureat olimpiady historycznej powinien być zwolniony do końca życia z nauki wszystkich przedmiotów, bo wygrał tę historię?
Pisałem o tym wyżej. Trudne pytanie z tą historią. Do końca życia nie powinien być zwolniony, ale na przykład matura? Chyba już jest nawet taki system, że jeśli ktoś zajdzie wysoko w jakiejś olimpiadzie, to jest zwolniony z egzaminu maturalnego. Mylę się?
Naprawdę, nauka nie zabiera aż tyle czasu, żeby nie można było rozwijać pasji podczas dni wolnych lub popołudni.
Jestem dokładnie tego samego zdania. Mnie nauka w ogóle nie przeszkadzała w realizowaniu swoich pasji.
A szkoła ma za zadanie przekazać określoną wiedzę. Nie sprowadzajmy jej do instytucji wszechwiedzącej i wszechmocnej, bo nią po prostu nie jest.
Źle się dzieje w kraju, w którym osoby pracujące umysłowo są dyskryminowane. Spróbujcie natomiast skrytykować zajęcie pracownika fizycznego… Pozwolę zaryzykować sobie stwierdzenie, że to trochę tak jak z białymi i czarnymi.
Pół roku pracowałem w domu i wiele razy ze strony innych osób czułem niechęć. „A czym ty się tak właściwie zajmujesz?” – pytali. Kiedy wymieniałem listę swoich obowiązków, słyszałem – „aha, czyli taka zabawa”. Niektórzy myślą, że jeśli nie odbijasz się kartą w fabryce o 6:00, to nie pracujesz. Nie wiem, skąd się bierze takie przeświadczenie.
Przypomina to nieco spór białych i czarnych. Spróbuj skrytykować czarnoskórego człowieka. Wiesz, co się stanie? Zostaniesz oskarżony o rasizm. Jedź do niezbyt przyjaznej dzielnicy w Paryżu i dostań butelką w głowę. Wiesz, co się stanie? Nic.
To jest najgorsze. Nawet nie próbuj krytykować zajęcia pracownika fizycznego, ponieważ po chwili zostaniesz wbity w ziemię, jako osoba nierozumiejąca istoty tej ciężkiej pracy. Przecież wiadomo, że pracując umysłem, w ogóle nie można odczuć zmęczenia. Z autopsji wiem, że bywa całkiem odwrotnie. Wychodząc z fabryki i odbijając się kartą, zapominamy o pracy na kolejne kilkanaście godzin. Wychodząc z firmy, w której „zamulamy” przy komputerze, w dalszym ciągu myślimy o tym, czego nie zrobiliśmy i co czeka na nas następnego dnia. Kolejny trudny klient, kolejna ciężka rozmowa z szefem i kolejne problemy wynikające z braku czasu na realizację wszystkich projektów.
Często niesłuszne osądy w tej materii dotykają polityków, którzy NAPRAWDĘ pracują niekiedy po 20 godzin dziennie. Inna sprawa to to, co z tej pracy wynika, ale naprawdę chciałbyś siedzieć na debacie w sprawie ACTA, która trwała przeszło 5 godzin? Krzysiek Gonciarz na swoim blogu napisał, że z wielkim bólem udało mu się wysiedzieć tyle czasu, a pomyśl, że oni mają to na co dzień. Nikt im nie kazał pakować się w politykę? Jasne. Wam nikt nie kazał zostawać górnikiem albo murarzem.
Żeby było wszystko jasne: w żaden sposób nie krytykuję pracowników fizycznych. Szanuję Waszą pracę i wiem, że dzięki Wam mam, co jeść, co ubrać i gdzie spędzać popołudnia. Po prostu chcę, żeby nasza praca, biurowa, była tak samo szanowana.
Jedno zdanie na koniec: wszędzie jest dobrze tam, gdzie nas nie ma.
Pochodzę z małego miasta, w którym da się wyczuć, że osoby, które za bardzo się wychylają, są nieco dyskryminowane. Od zawsze mówię, że chcę zarabiać tyle, żeby było mnie stać na wszystko, co będzie mi się podobało. Jest w tym coś złego?
Według wielu tak. Często słyszę, że nie ja pierwszy, to mówię i pewnie mi się nie uda. Kiedy byłem młodszy, trochę się tym przejmowałem, ale teraz w ogóle. Nikt mi nie będzie wmawiał, że moje zarobki będą wynosiły maksymalnie 1500 zł netto, a wszystkie popołudnia będę spędzał przed malutkim telewizorem w kawalerce. Takie życie mnie nie interesuje.
Pieniądze to nie wszystko? Jasne, ale teraz nawet zdrowie kosztuje. Chyba, że liczymy na służbę zdrowia, ale nie polecam. Ostatnio z działdowskiego szpitala wypisano chłopaka trochę młodszego ode mnie z rozciętą tętnicą, bo lekarze pomyśleli, że jest z nim już wszystko w porządku – ups.
Pamiętaj, że jesteś dobry i możesz być jeszcze lepszy. Nie słuchaj tych wszystkich dołujących tekstów i rób swoje. Załóż sobie konkretne cele i dąż do ich realizacji. Stwórz strategię swoje życia, ustal, co Cię interesuje i staraj się to realizować. Lubisz pisać? Pisz. Olej śmiechy i złośliwości ze strony swoich kumpli, którzy Ci zazdroszczą, że ktoś chce czytać Twoje wypociny, a oni tylko wegetują przed komputerem.
To działa w dwie strony. Komuś powinęła się noga? Podaj mu rękę, nie kop. Wesprzyj, nie dołuj.
Żeby wejść na szczyt należy iść pod górkę.
Zdecydowanie warto obejrzeć prezentację Michała Wroczyńskiego na TEDx Gdynia 2011.